czwartek, 12 lipca 2012

Dietetyczny obiad



To element mojej lekkostrawnej diety: ziemniaczki z wody, marchewka z masełkiem i jajka w koszulkach. Co prawda mój uzdolniony kulinarnie (i nie tylko) siostrzeniec zaznaczał, że jajka do tej postaci muszą być super świeże, ale mimo sklepowego ich pochodzenia potrawa się udała. Jak widać na zdjęciu w miękkiej białkowej otoczce czają się pyszne żółtka. - Do wrzącej wody dodałem troszkę octu winnego i bez kompleksów wbiłem do niej surowe jajka. Po 3 minutach z kotłującego się wrzątku wyjąłem czerpakiem białą masę i położyłem na talerzu. Trochę posoliłem i fajny obiad gotowy.

środa, 11 lipca 2012

Powrót piąty

Wczoraj wróciłem po raz piaty ze szpitala. Tym razem z oddziału nefrologii, gdzie znalazłem się z powodu pooperacyjnego odwodnienia i niewydolności nerek (musiałem sam w nocy dzwonić po pogotowie i zataić początkowo fakt operacji, bo odmawiano normalnej pomocy). Mierzone w karetce ciśnienie wynosiło u mnie 70/20 (!!), podczas gdy normalnie mam na co dzień 160/110 (nadciśnienie). Dzisiaj odważyłem się pójść sam do sklepu, ponieważ Ayano odjechała pociągiem o 5:32. Ugotowałem sobie nawet obiad w postaci ziemniaczków, marchewki w sosiku i jajek w koszulkach. Zjadłem dwa śniadania. Mam nieustający apetyt, co mnie cieszy w porównaniu do niechęci do jedzenia zaraz po operacji, kiedy ważyłem nieco ponad 60 kg (straciłem ok. 20 kg). Teraz ważę ok. 70.
Witam więc wszystkich znajomych i czytelników mniej znajomych, jako facet już chodzący i myślący jako tako logicznie.

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Powrót do domu

Miałem opuścić klinikę w tydzień po operacji (w poniedziałek 18.06.), ale zostałem ku mojej uciesze wypisany już w sobotę. Chyba jednak za wcześnie, bo rana nie goi się jednolicie i muszę (taksówkami) jeździć do szpitala na zmianę opatrunku. Oczywiście w domu też to robimy z Ayano, ale lekarze chcą widzieć postępy w gojeniu, lub... niepokojące zmiany. Następna operacja w połowie września, a mówiono, że za miesiąc. Ta druga nie będzie już tak ciężka, ale dla mnie bardzo ważna - dająca komfort życia. Pierwsza była po prostu ratującą życie.

P.S. Przez te parę dni nie miałem jeszcze siły coś napisać.

sobota, 9 czerwca 2012

Trzecie podejście

Po raz trzeci, a właściwie czwarty (był jeszcze szpital na Skawińskiej) pakuję się do kliniki. Trzecie podejście do operacji. Jutro (po raz drugi w niedzielę) przyjęcie po przepustce, w poniedziałek operacja. Biały personel nazywa to zabiegiem, ale to chyba rutynowe łagodzenie określenia poważnej sprawy. Ładny mi zabieg, przed którym konieczny jest zastrzyk przeciwzakrzepowy i bandażowanie nóg przeciw powstawaniu żylaków, a po nim ma być rehabilitacja (czytaj nauka chodzenia) i codzienna inhalacja wzmacniająca. Plus oczywiście non-stop środki uśmierzające ból. Po dwóch dniach na sali pooperacyjnej powrót na zwykłą salę, i tak jeszcze z tydzień z podłączaną kroplówką zamiast jedzenia. Chyba pozwolą coś pić. Trzymajcie za mnie. Do zobaczenia (przeczytania).

środa, 6 czerwca 2012

Kolejny tymczasowy powrót do domu

Wczoraj ponownie zostałem przyjęty do kliniki chirurgicznej, a dzisiaj po "powtórce z rozrywki", czyli po ponownym przejściu uciążliwych przygotowań przedoperacyjnych znowu trafiłem na blok operacyjny. I znowu już będąc pod kroplówką usłyszałem od lekarza, że operacja musi być odłożona. I znowu przebrałem się w swoje ubranie i znowu wróciłem do domu na parę dni. Do kliniki mam się zgłosić w niedzielę...

P.S. Jedyne pocieszenie w tej stresującej sytuacji, to perspektywa obejrzenia w TV piątkowego otwarcia EURO 2012.

niedziela, 3 czerwca 2012

Wieczór na Moście Grunwaldzkim


To zdjęcie jest tylko przykładem małych możliwości mojego kodaka. Odsyłam do zdjęć Ayano na jej blogu.

W sobotni wieczór wybraliśmy się z Ayano nad Wisłę, żeby obejrzeć pokazy nadymanych smoków, ryb i meduz umieszczonych na stateczkach pływających wzdłuż wałów. Nie chcąc ugrzęznąć w tłumie, zadowoliliśmy się ograniczonym widokiem z Mostu Grunwaldzkiego. Rekompensatą były brak ścisku i możliwość obserwacji wymiany eksponatów (smoków, ryb i meduz) na podpływających do "przechowalni" na brzegu stateczków. Fajerwerki widać było wspaniale.

piątek, 1 czerwca 2012