piątek, 3 października 2008

Ratowanie masy



Po wczorajszych doświadczeniach na kuchence, dzisiaj masę powierzyłem prodiżowi. Nasmarowałem papier cukierniczy margaryną i wyłożyłem nią prodiż. Na to nałożyłem masę i za 15 minut zacznę ten eksperyment. Nigdy wcześniej nie słyszałem o takim pieczeniu masy na placki ziemniaczane.

Po półtorej godziny: da się jeść, ale nie jest takie smaczne, jak z patelni. Skóra twarda jak podeszwa.

Mizoginia?

W drodze do sklepu towarzyszył mi sroczy wrzask. To znany mi od dzieciństwa dźwięk jesieni. Ciekawe, że sroki drą się najchętniej przy paskudnej pogodzie. Nie są to zaloty, bo ptasie gody odbywają się wiosną. Te ładne i złodziejowate ptaki lubią chyba taką szarugową porę. Ich wrzaski skierowały moje myśli w kierunku innych krzykaczek.

Nie jestem mizoginistą, wręcz przeciwnie. Jednak irytują mnie i odstręczają od siebie niektóre
kategorie kobiet. Na przykład feministki. Wojują i wrzeszczą o równouprawnieniu, a w rzeczywistości zajmują się dyskryminacją mężczyzn. Choć w większości wypadków nie są lesbijkami, bardzo często zachowują się jak właśnie one. Ich hasła można z grubsza umieścić w worku z napisem "Po co nam te wstrętne chłopy". Zupełnie jak lesbijki, które podnoszą wrzask, gdy jakiś facet ośmieli się wejść, lub wejdzie przypadkowo do ich różowej kafejki. Natomiast geje nie bronią kobietom wstępu do swoich lokali. Albo inny przykład. Swego czasu znana artystka zakradała się w przebraniu do męskiej łaźni i tam ukradkiem w imię sztuki robiła gołym panom zdjęcia. Niechby spróbował zrobić coś takiego facet artysta w damskiej łaźni!!! Zaraz okrzyknięto by go zboczeńcem i przestępcą, już nie byłby artystą i chciałyby "pohańbione" panie jego surowego ukarania. Pytam się więc: gdzie tu równouprawnienie?
Inna kategoria to zaborcze i mściwe mamusie i teściowe, po których stronie niestety stoją sądy rodzinne, opanowane przez urocze panie sędziny. Przykładem tego jest świetny film "Tato" z Bogusławem Lindą w roli głównej. To z powodu takich sytuacji powstało Stowarzyszenie Ojców (pełnej nazwy nie pamiętam), żeby jakoś bronić swoich praw.
A niech pobity przez żonę facet pójdzie na komisariat zgłosić taką sprawę, co wtedy usłyszy od policjanta? "Coooo? Co z pana za mężczyzna, że się pan dajesz babie? Nie wiesz pan co robić? A przylej pan raz, a dobrze!..." No, ale niech tylko spróbuje posłuchać "dobrej" rady i przywali żonie! Natychmiast ma sprawę o znęcanie. Niech mi nikt nie mówi o równouprawnieniu.
Kobiety pchają się wszędzie, nawet w kosmos. I bardzo dobrze, nie mam nic przeciw temu, takie ich prawo. Ale czy widział kto faceta pielęgniarza w zwykłym szpitalu? Owszem, czasem przyjmą gościa-dziwaka do szkoły PIELĘGNIAREK, bo nie ma szkół PILĘGNIARZY, ale po ukończeniu takowej, delikwent nie ma szans na pracę w "normalnym" szpitalu, czy przychodni. Dostaje co najwyżej etat pielęgniarza (czytaj poskramiacza świrów) w psychiatryku, lub sanitariusza w karetce pogotowia. To może zrozumiałe, ale po co ta cała gadanina o równouprawnieniu, skoro kierujemy się uwarunkowaniami płci?

Blady strach

Od 2 dni blady strach ogarnął dwie podkrakowskie gminy - Liszki i Czernichów. Mieszkaniec jednej z nich zauważył z okna domu i sfilmował z oddali duże kotowate płowe zwierzę. Znana specjalistka od zwierząt Hanna Gucwińska ("Z kamerą wśród zwierząt" - wrocławskie ZOO) stwierdziła, że w pierwszych ujęciach filmiku zwierzę ma lwie ruchy, w następnych - innego dużego kota. Zganiła antyterrorystów za metody obławy na zwierza w celu trafienia go pociskiem usypiającym. Osaczyli go bowiem zbyt dokładnie, a wtedy nie czując możliwości ucieczki atakuje ludzi. Jednak pomimo zlokalizowania lwa-pantery przez kamerę termowizyjną w polu kukurydzy, w nocy wymknęła się z obławy. Zalecono nie wypuszczać dzieci z domu, oraz pochować kury, kaczki i gęsi. Psy się same pochowały. Koty nie, bo to krewniak.

czwartek, 2 października 2008

Katastrofa









Ta 6-ta kuchenka też okazała się niesprawna i nadaje się do kolejnej wymiany. Termostat wyłącza grzanie przy maksymalnym ustawieniu, wobec czego placki przyklejały się do patelni. Przerwałem całą operację, żeby zeskrobać resztki z patelni i spróbować z inną margaryną, a także z olejem. Na oleju niechętnie smażę placki, ponieważ zajeżdżają mi smażoną rybą. Nie przeszkadza mi rybi smak przy jedzeniu ryby, ale przy innej potrawie jest nieznośny. Na dużym palniku nadal wszystko się kleiło. Szkoda mi było wyrzucać tyle plackowej masy, więc spróbowałem na małym palniku i na małej patelni - z marnym skutkiem. Jutro wykombinuję coś z tą masą i prodiżem. Zrobię może pikantne ciasto ziemniaczane.

Mydelniczki

Za moich młodych lat ten wytwór myśli technicznej i przemysłu motoryzacyjnego NRD był przedmiotem marzeń i westchnień we wszystkich demoludach. Nie wszystkim się to "cacko" podobało, bo dla mnie na przykład silnik dwusuwowy w samochodzie to nieporozumienie. Jeździły po naszych ulicach i szosach takie pierdzące i śmierdzące pokraki jak syreny, wartburgi i trabanty. Jedyną zaletą trabanta było to, że nie rdzewiał, ponieważ karoserię miał wykonaną z jakiejś masy laminowanej. Z tego powodu nazywany był mydelniczką. Pamiętam jeszcze jego protoplastę - P-70, obrzydliwą pokrakę z dykty. Nie lubię silników dwusuwowych do dzisiaj i nie mogę zrozumieć, dlaczego ten niby samochód stał się "kultowy". Szczególnie Niemcy z dawnej RFN darzą go sympatią i kupują czasem za spore pieniądze. U nas też jest to pojazd "kultowy", co widać na załączonym obrazku. To zjazd "trabanciarzy" pod krakowskim Dworcem Głównym.

Skład

Obrane ziemniaki utarłem na wiórkowatych otworkach tarki, choć zaleca się ucieranie na miazgę. Tak robię od pewnego czasu z dobrym skutkiem. Po pierwsze idzie to szybciej, po drugie placki są bardziej treściwe przy gryzieniu. Następnie dodałem posiekaną cebulę, trochę czosnku, 2 łyżki mąki i jajko. Na koniec przyprawiłem solą i pieprzem. Za 40 minut będę smażył i otworzę przy tym okno.

Masa