środa, 1 października 2008

Przesyłka

Po wyłączeniu telewizora ok. godz. 2:30 w nocy szykowałem się do spania, gdy zadzwonił telefon. Pomyślałem, że to mój pomylony były szwagier z USA, który gdy popije, zapomina o różnicy czasu i chce sobie pogadać. Nie był to jednak on. Jakiś obcy chropawy głos kazał mi wyjrzeć za drzwi i połączenie zostało przerwane. Ostrożnie uchyliłem drzwi i przed progiem ujrzałem pudło. Było podobne do tych w jakich kupuje się buty. Wyjrzałem przed dom, ale nigdzie nie było śladu czyjejś obecności. Nie dotykałem pudła od razu, nie wiadomo co jakiś oszołom tam wsadził. Wychylając tylko głowę i rękę strąciłem kijem od mopa przykrycie i zobaczyłem w środku tą łapę. Nie wiem z czego jest zrobiona, ale do czego jest podobna, widać doskonale. Wziąłem pudło z zawartością do mieszkania i przez gumowe rękawice kuchenne wyjąłem łapę. Dokładniejsze oględziny postanowiłem odłożyć do rana, gdy ponownie zadzwonił telefon. W słuchawce usłyszałem śmiech przypominający żabi rechot. Długo nie mogłem zasnąć.

Potwierdzenie

Stanisław Mancewicz w "Gazecie Wyborczej" podziela moje poglądy na temat naszej polaczkowatości, z tym że zajął się on inną jej odmianą. Ja podjąłem temat głupoty narodowej, redaktor Mancewicz pisze o naszym agresywnym stylu bycia. Podaje przykłady agresywnych polityków, a także sportowców. Edward Smolarek, gdy przybył z Zachodu na rodzime łono, był spokojnym i uśmiechniętym piłkarzem. Po niedługim czasie zaczął bluzgać i kopać nie tylko piłkę. A Leo Beenhakker opisywany kiedyś jako zjawisko z innej planety - uosobienie spokoju, coraz częściej pokazuje wściekłą twarz. Jego żona twierdzi że zmienił się nie do poznania.
Mancewicz pisze o agresywnych Polakach: "Są to objawy wynikłe z długiego przebywania w kraju komunistycznym i zarażenia się komuchowatością. To schorzenie, co widać i słychać codziennie, jest nieuleczalne...". A od nas zarażają się Smolarkowie, Beenhakkerowie i wielu innych spokojnych ludzi. My agresji nauczyliśmy się w kolejkowych walkach o kiełbasę, wódkę i papier toaletowy, a oni zarażają się niezasłużenie.

wtorek, 30 września 2008

Złota jesień

Narzekałem niedawno: "gdzie ta polska złota jesień?", teraz podziwiam rosnący naprzeciw mojego okna orzech włoski. W ciągu 2 dni zazłocił się pięknie i w rzeczywistości jest bardziej złoty, niż na zdjęciu. Komputerowy "creative" odebrał mu głębię barwy. Kaktusa z kolei kamerka upiększa głębszą zielenią, niż naturalna.
Nadchodzą hałaśliwe dni, kiedy to okoliczna dzieciarnia zacznie się tu złazić na orzechobranie. Niech sobie trzepią orzechy, ale czy muszą przy tym tak wrzeszczeć? W ubiegłym roku przekupiłem je dwoma woreczkami orzechów, które leżały bezużytecznie w domu. Trzeba było dać im jeden, miałbym teraz za co w tym sezonie kupić trochę spokoju.

Dzisiaj w TV Polsat ma być emitowane nagranie z sobotniego koncertu jubileuszowego Lecha Wałęsy. "GW" poinformowała wczoraj, że telewizja publiczna odmówiła nadania tego koncertu, za to dla Polsatu była to sprawa oczywista i zaszczytna. Dla mnie też jest oczywiste i skandaliczne, że TVP tak się zachowała; jest przecież opanowana przez PiS, które swego czasu mocno gardłowało przeciw upartyjnianiu instytucji publicznych. Na tym uroczystym koncercie było obecnych mnóstwo sympatyków Wałęsy, politycznych przeciwników też, by w taki sposób uczcić dokonania jednego człowieka. Ale NIKOGO nie było z partii PiS. A przecież ramię w ramię z Wałęsą w "Solidarności" walczyli z komuną. To jest właśnie ich polaczkowatość.

poniedziałek, 29 września 2008

25-lecie


Co prawda dopiero w grudniu minie 25 rocznica odebrania nagrody Nobla przez Wałęsę, ale już zaczęły się jubileuszowe uroczystości. Bo ważna jest też data przyznania tej nagrody.
Wczoraj byli zawodnicy Lechii Gdańsk zagrali mecz z politykami na pamiątkę meczu tego klubu z włoskim Juventusem. 25 lat temu kibice przemycili Lecha Wałęsę na trybuny. Gdy go zauważono, 30 tysięcy ludzi zaczęło skandować "Lech Wałęsa" i "Nie ma wolności bez Solidarności". ZOMO tylko mogło bezsilnie się przyglądać.
Na wczorajszy mecz Wałęsa przybył ubrany w dres z napisem "Element antysocjalistyczny nr 1". Odśpiewano mu "Sto lat".
Na zdjęciu powyżej trzyma powiększoną fotografię zrobioną na tym stadionie 25 lat temu.
Należy dodać, że właśnie dzisiaj przypadają również jego 65 urodziny.
Tomasz Lis zapowiada pokazanie w TV filmu dokumentalnego ilustrującego rekcję Wałęsy na wieść o przyznaniu Nobla, a także jego powitanie z rodziną po wypuszczeniu z internowania. I dodaje, że ten film oglądali tylko Amerykanie i to ćwierć wieku temu. Według mnie coś tu jest nie tak. Przecież Wałęsa to nasz człowiek, dlaczego Amerykanie go oglądali w takiej ważnej chwili, a my nie? Wiadomo jakie były czasy wtedy, ale jesteśmy wolni już prawie 20 lat! Tajny film?

Syrop


Winogrona od sąsiada nie zmarnowały się. On sugerował zrobienie z nich kompotu, ja myślałem o dżemiku, a wyszedł syrop. Na razie dodaję go do herbaty, ale będzie użyty jako dodatek do ciasta.

niedziela, 28 września 2008

Leśny romans

We wczorajszym Teleekspresie pokazano niegrzeczną świnkę wietnamską, która kilka miesięcy temu uciekła z prywatnej zagrody. Niedawno sama powróciła z "gigantu" i w niedługim czasie urodziła 8 prosiaczków. Problem w tym, że odróżniają się one od innych czarnych prosiaczków w tej zagrodzie, bo są pasiaste. Wniosek jest prosty; czarna świnka miała leśny romans z polskim dzikiem. Miłosny szał i euforia wolności ustąpiły miejsca zdrowemu rozsądkowi, gdy zbliżał się czas porodu. Odżyły wspomnienia pełnego korytka i ciepłego kąta u człowieka.

P.S. Późną nocą zaopatrzony w latarkę poszedłem sprawdzić, co o tej porze dzieje się w tunelu. Mając w pamięci dziwne wydarzenie z moim "urwanym filmem" i "zgubionym" czasem, podchodziłem tam bardzo ostrożnie. Żadnych podejrzanych odglosów nie słyszałem, ani poświaty nie widziałem, jednak w odległości ok. 50 m od wlotu tunelu zgasła mi latarka. Wróciłem parę kroków w stronę światła latarni osiedlowej, żeby zbadać przyczynę awarii, kiedy za moimi plecami błysnęło inne światło. Zorientowałem się po moim cieniu, że coś świeci, może samochód nocnego wędkarza. Odwróciłem się i zobaczyłem to, w co nigdy nie wierzyłem. Z tunelu wypłynęła niebieska kula, która zaraz zaczęła szybko poruszać się w pionie, zmieniając stopniowo kolor na fioletowy, czerwony i pomarańczowy, żeby w końcu zamienić się w punkcik i zniknąć.
Latarka zaczęła znowu świecić, więc na drżących nogach podkradłem się do tunelu. Tylko woda lekko się poruszała, a ze ścian powoli znikał fosforyzujący nalot. Zrobilo mi się duszno i uciekłem do domu, postanawiając nikomu o tym nie mówić. Jestem już wystarczająco odmienny od miejscowych, żeby dodatkowo narazić się na pokazywanie palcami jako pomyleniec.

Ziemniaki bis

Już o tym pisałem, ale właśnie Robert Makłowicz w TV pokazuje prawdziwą krainę ziemniaka w Dolnej Saksonii. Niewielkie miejscowości Epsdorf i Agatenschloss otoczone polami ziemniaczanymi, ale są tam też laboratoria, gdzie pracuje się nad nowymi odmianami i ulepszaniem istniejących. W niemieckich sklepach można znaleźć 60 odmian ziemniaka z różnym przeznaczeniem. Zapamiętałem tylko 3 nazwy, ale serce boli, bo gdyby spytać polską ekspedientkę o baccara, augustę czy rosettę, to choć zapewne pochodzi ze wsi i rodzice mają pole ziemniaków, na pewno wybałuszyłaby gały, nie wiedząc o co chodzi. Widziałem te 60 gatunków ugotowanych w jednakowym czasie, usmażonych jako frytki i chipsy, oraz utarte na placki. Dopiero wtedy widać, jak różne gatunki różnie wyglądają po tych zabiegach. Widać wyraźnie do czego poszczególne gatunki się nadają. Jeśli rodzaj ziemniaka jest właściwy, to frytki są żółciutkie i chrupiące, puree się rozsypuje, a sałatkowy ziemniak trzyma się w całości. Kiedy ta bylejakość u nas się skończy? Myślałem kiedyś, że lekarstwem na wszystkie nasze gówna będzie wejście do Unii Europejskiej. Albo bardzo się myliłem, albo to jest kwestia czasu. Jednak widząc jak się marnuje prawie 20 lat wolności, szczerze w to wątpię.