wtorek, 14 sierpnia 2012

Irytacja ignorancją

Oglądam te filmy, oglądam i coraz częściej czuję poirytowanie ignorancją nawet wielkich
artystów. Szczekanie jednego i tego samego od pół wieku psa w tle różnych polskich filmów i seriali już opisywałem ale to akurat należy do kategorii lenistwa i niechciejstwa. Natomiast od jakiegoś czasu wkurza mnie kukanie kukułek w czasie grzybobrania (u Andrzeja Wajdy) lub w sadzie z drzewami pełnymi dojrzałych jabłek i śliwek (u Jana Jakuba Kolskiego). Kukułki kukają tylko w maju, potem przez resztę pobytu w Polsce zachowują milczenie, bo zajmują się składaniem jaj i podrzucaniem ich innym ptakom (np. trzciniakom). Czy ktoś był na grzybach (gdzie widać pełno opadłych liści), albo zbierał śliwki w maju?
Chyba tylko w pijanym zwidzie, albo jak się najarał marychy.
Ja wiem, że wielcy reżyserzy czasem nie mają głowy do szczegółów, ale wypada co nieco wiedzieć o przyrodzie, jeśli robi się filmy na łonie natury. A przynajmniej powinien coś o tym wiedzieć ktoś z tej zgrai asystentów, konsultantów, kierowników produkcji, pomocników i innych pociotków, którzy kręcą się na planie filmowym.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Skąd różowy?



Wilec kwitnie już z obu stron. Nie wiadomo skąd się wziął różowy kwiat, skoro wszystkie są granatowo-fioletowe. To zdjęcie ciut zamazane, bo spieszyłem się z powodu bólu.

sobota, 4 sierpnia 2012

Jednak kwitną





Pomimo tego, że zimą hortensje zostały wykończone mrozami i nie miałem nadziei na ich tegoroczne zakwitnięcie, jednak na krzewie hortensji czerwonej pojawiły się dwie kwiatowe kule, na białej jedna.

środa, 1 sierpnia 2012

Pierwsza "dalsza" wycieczka





Przy tej cichej uliczce o wdzięcznej nazwie Paproci mieści się "mój" zakład fryzjerski. We wtorek miałem już na tyle kondycji, żeby tam dotrzeć. Miałem też szczęście, bo byłem tam jak zwykle na ósmą rano, nie wiedząc że w porze wakacyjnej działają tam dopiero od dziesiątej. Jednak akurat jakaś klientka miała wyjątkowo zamówioną usługę o ósmej, więc zostałem też ostrzyżony niejako przy okazji.

Mój płot obrasta z obu stron wilec, przez długi czas bez kwiatów. Wreszcie zakwitł, ale na razie tylko od wewnątrz.

P.S. Mój komputer jest szurnięty; po zainstalowaniu nowego antywirusa znowu (jak dawniej) nie chce zamieszczać komentarzy pod zdjęciami, do których są przypisane. Wszystko w kupie pod kompletem fotografii, chociaż umieszczałem je pod każdą z osobna.

niedziela, 29 lipca 2012

Czasem kompromitacja

Komentatorzy sportowi w czasie transmisji czasem się kompromitują. Panowie od judo! Jeżeli "waza ari" (element punktowania walki) jest terminem japońskim, to należy wymawiać go po japońsku. Dlatego nie wazari przez "w", ale jak łazanki, bo w japońskim nie ma w ogóle spółgłoski "w", a na dodatek są to dwa słowa: waza i ari, nie jedno wazari. "W" obecne jest tylko w transkrypcji pisanej "romaji", ale wymawia się ją jak w angielskim jako "ł". A tu przez wszystkie obserwowane przeze mnie walki Polaka Pawła Zagrodnika słyszę wazari i wazari. Łaza ari się mówi! Jeśli zajmujecie się tym sportem, wypada zainteresować się wymową terminów z nim związanych. Przecież nie mówicie Chicago przez "ch" i "c"!
Drugi temat, to idiotyczne wychwalanie kogoś, kto ewidentnie popełnia błędy. Dzisiaj w czasie tenisowego meczu Agnieszki Radwańskiej z Niemką Julią Georges Wojciech Fibak z jakimś komentatorem od początku do końca rozpływali się nad geniuszem naszej zawodniczki. A ja ani śladu tego geniuszu "drugiej rakiety świata" w tym meczu nie widziałem, zwłaszcza gdy partoliła najprostsze piłki. I oczywiście przegrała i odpadła w tym pierwszym meczu. Szanuję Fibaka z racji jego dokonań w tenisie w trudnym czasie PRL-u, ale panie Wojtku! Trochę obiektywizmu, mniej zaślepienia.

piątek, 27 lipca 2012

Niespodzianki takie i siakie

Chciałem sobie dzisiaj rano w TVP-Kultura obejrzeć fajny dokument zapowiadany w tygodniowym programie TV - "Kiniarze z Kalkuty", zapewne o właścicielach kin w tej egzotycznej metropolii i o indyjskiej kinematografii w ogóle. I co widzę? Coś co zatytułowano "Łapa". O czym/kim opowiada dokument "Łapa"? Oczywiście o nieboszczyku Łapickim. Myślałem, że znowu mnie szlag trafi. Dokąd te debile będą mnie pozbawiali możliwości obejrzenia naprawdę ciekawych rzeczy. Dokąd będą robili telewidzom tak wspaniałe niespodzianki?
Co do niespodzianek, to inna sprawa mnie też podminowała. Jeszcze wcześniej rano (przed oczekiwanym dokumentem) w TVP-1 był program informacyjny o ostatnich przygotowaniach do otwarcia igrzysk olimpijskich w Londynie. Pani prezenterka mówiła o staraniach dziennikarzy w kierunku wydarcia organizatorom tajemnic różnych niespodzianek szykowanych na tą wielką imprezę i skomentowała tą sytuację słowami: "...ale to przecież normalne...". Nie, szanowna pani prezenterko, to nie jest normalne! Bo jak ujawnianie tajemnic szkodzących społeczeństwu, czy przestępczych urzędasów jest ze wszech miar pożyteczne i wskazane, tak usiłowanie zepsucia niespodzianki organizatorom jakiejś fajnej imprezy jest dla mnie niezrozumiałe i kretyńskie. Bo TAKIE niespodzianki, jakieś zaskakujące momenty w czasie wielkich pokazów są zawsze mile widziane przez publiczność. Więc psucie przyjemności organizatorom i tej publiczności nie jest czymś normalnym, ale zwykłym kretyństwem.

P.S. Można by pomyśleć, że niczym innym się nie zajmuję, tylko oglądaniem telewizji i narzekaniem na nią, ale po 47 dniach od operacji wciąż jestem słaby i większość czasu spędzam w łóżku. Pozostaje TV i czytanie prasy. Na książki jeszcze nie czas, choć czeka już "Tak sobie myślę..." Jerzego Stuhra. Też o walce z rakiem. Między innymi.

niedziela, 22 lipca 2012

Telewizyjno-żałobne kretyństwo

Ponad tydzień temu zmarł były bokser Jerzy Kulej, złoty medalista olimpijski z Tokio w 1964 r. i Meksyku w 1968 r. Bardzo był szanowany, również przeze mnie, ale wściekłem się, gdy wieczorem w dzień jego śmierci w TV-Info zamiast oczekiwanego i bardzo mnie interesującego dokumentu o Arabii Saudyjskiej nadano zlepek dokumentów o tym sportowcu. To samo wczoraj: w wiadomościach TV podano informację o odejściu 88-letniego aktora Andrzeja Łapickiego, a dzisiaj rano w TVP-2 zamiast bardzo ciekawego dokumentu "Niebezpieczna Ziemia" wyemitowano podobny zlepek o Łapickim. W przeciwieństwie do Kuleja, Łapickiego nie znosiłem. O zmarłych nie powinno się mówić źle, ale mam ochotę powiedzieć swoją prawdę. Nie lubiłem tego faceta z powodu jego strasznie manierycznego aktorstwa, gogusiowatości w typie PRL-owskiego amanta. Poza tym za młodu był ewidentnym komuchem - wystarczy obejrzeć kilka odcinków dawnej Polskiej Kroniki Filmowej, żeby usłyszeć ten jego manieryczny głos z idiotycznymi, krytykującymi wszystko, co nie "po linii" i "niesłuszne" dla reżimu komentarzami. Oczywiście wczoraj wspominający go niektórzy "przyjaciele" rozpływali się nad jego wspaniałym warsztatem aktorskim, ogromną wiedzą i erudycją itp. Ciekawe, że za jego życia nigdy nie słyszałem podobnych opinii, raczej nie mówiono o nim w ten sposób, a nawet wcale. Telewizja publiczna w związku z walką o utrzymanie abonamentu rozpaczliwie usiłuje udowodnić swą misyjność, przede wszystkim w kretyński sposób pokazując, jak czci pamięć wielkich zmarłych. Pamiętam ponury tydzień żałoby w telewizji, nie tylko publicznej, po śmierci papieża Jana Pawła II. Przecież ja tego człowieka też bardzo szanowałem, ale to, co zafundowała nam telewizja, było grubą przesadą. Przez tydzień, albo dłużej same ponure telewizyjne audycje, powtórki z watykańskiego pogrzebu, archiwalne materiały z pielgrzymek papieża do ojczyzny, połowa z tego w tonacji czarno-białej i tak w koło Macieju. Telewizyjne debile nie chcą rozumieć, co to znaczy czekać na jakiś ciekawy program, planować jego oglądanie, a potem spotkać się z taką niespodzianką. Zamiast żalu po śmierci jakiejś osoby czuje się zawód i wściekłość, zwłaszcza że nigdy TVP nie podaje ewentualnego terminu emisji zaniechanego programu. Dokument o Arabii Saudyjskiej po prostu przepadł i nie wiem, czy kiedykolwiek go zobaczę. Myślę, że żaden zmarły nie obraziłby się, gdyby uczcić go w tydzień po śmierci, starannie przygotowanym programem dokumentalnym, a nie zlepionym naprędce badziewiem. Telewidz też będzie usatysfakcjonowany, gdy obejrzy, to co zaplanował, bez żadnych kretyńskich niespodzianek.