sobota, 21 lipca 2012
Kombinator z nagrodą
Po aferze "taśmowej" jestem zdumiony hojnością instytucji, na której żerował pan Śmietanko. Dla przypomnienia wspominam o dwóch panach z PSL, których rozmowę nie wiadomo kto nagrał, ale nagranie zostało ujawnione. Była tam poruszana sprawa nadużyć i nepotyzmu różnych prezesów i dyrektorów spółek podległych ministerstwu rolnictwa. W wyniku tej afery wiceminister (rolnictwa) Sawicki stracił stanowisko (podał się do dymisji pod naciskiem premiera Tuska). Najbardziej obgadywano niejakiego Śmietankę, który był najpierw prezesem, a potem dyrektorem wykonawczym zbożowej spółki ELEWARR. Z prezesury sam się przesunął na stanowisko dyrektora, żeby ominąć ustawę kominową, ograniczającą samowynagradzanie się prezesów firm i spółek. Oprócz tego jeździł po świecie na nieuzasadnione wycieczki "służbowe" z całą rodziną itd., itp. W dzisiejszej "GW" ze zdumieniem i złością przeczytałem, że pan Śmietanko również stracił posadę, ale na osłodę dostanie 200 tysięcy(!) złotych odprawy. Tak to w naszym kraju kombinatorów i złodziei nagradza się za ich "działalność.
piątek, 20 lipca 2012
Ochrona prawa własności? Nie u nas.
Dzisiaj rano prezenterka TV-Info chwaliła właściciela kawiarenki internetowej w amerykańskim miasteczku, 70-latka, za odwagę. Gdy do jego lokalu wtargnęło dwóch bandytów z bronią w rękach i zażądało pieniędzy od klientów, starszy pan sam wyjął spod lady pistolet i zaczął do nich strzelać. Poranieni rzucili się do panicznej ucieczki, co było widać w nagraniu monitoringu. Klienci okrzyknęli "dziadka" bohaterem, polska prezenterka również, ale zapomniała dodać, że w Polsce taki dzielny człowiek najpewniej najpierw trafiłby do kryminału. Żeby mieć broń np. w lokalu dla ochrony, u nas trzeba by było być emerytowanym policjantem lub wojskowym, a co do jej użycia, to wystarczy wspomnieć właściciela posesji, na którą wtargnął z nożem złodziej, żeby ukraść z ogrodu jodełkę. Ów właściciel broniąc swojego mienia, pogonił złodzieja i odebranym mu nożem zranił go w tyłek. Niestety trafił w tętnicę i rabuś zmarł z wykrwawienia, a właściciel trafił na kilkanaście miesięcy do więzienia. To samo było z inną właścicielką posesji, na której nagle wysiadło zasilanie w energię elektryczną. Kobieta wyjrzawszy przez okno, na pobliskim słupie z transformatorem zauważyła podejrzaną sylwetkę. Obawiając się napadu, wypaliła przez to okno z legalnie posiadanej myśliwskiej strzelby do osobnika, który okazał się złodziejem miedzi. Osobnik też chyba zmarł, albo został ranny, dość na tym, że kobieta również przesiedziała się w więzieniu, zanim dzięki działaniom Jarosława Kaczyńskiego (trzeba mu to przyznać, choć go nie lubię) została uwolniona z zarzutu zabójstwa, lub jego próby. Podobnie, jak tamten facet od jodełki. Jak długo w Polsce nie będziemy mieć prawa skutecznie bronić swojego mienia i życia? Przecież bandyta powinien mieć świadomość, że wkraczając na czyjś teren w niecnych celach, może być potraktowany bardzo niegościnnie i stanowczo, tak jak wolno w USA.
czwartek, 19 lipca 2012
Na razie w domu
niedziela, 15 lipca 2012
Dieta?


Dzisiaj na obiad miałem faszerowane pomidory, przyrządzone i przywiezione jeszcze gorące w specjalnym termosie przez moją siostrę. Musiałem je jeść omijając skórkę, co było trudne, bo ona również rozpływała się w ustach. Ale takie było zarządzenie siostry. Farsz: ryż, szynka, jajko na twardo i przyprawy. Na deser płaska brzoskwinia (jak patison) z jogurtem naturalnym i miodem.
sobota, 14 lipca 2012
Szok

Postanowiłem poluzować sobie obostrzenia dietetyczne. Wczoraj dowiedziałem się, że to co mi wycięli, to rak złośliwy. W takim razie co ja się mam przejmować dietą. Tylko tyle, żeby po jedzeniu nie cierpieć. Oto mój dzisiejszy obiad: dwa sznycelki lekko przysmażone na masełku z wodą (smażonego nie wolno!), ziemniaczki z masełkiem i brukselka (warzyw kapustnych niby nie wolno).
czwartek, 12 lipca 2012
Dietetyczny obiad


To element mojej lekkostrawnej diety: ziemniaczki z wody, marchewka z masełkiem i jajka w koszulkach. Co prawda mój uzdolniony kulinarnie (i nie tylko) siostrzeniec zaznaczał, że jajka do tej postaci muszą być super świeże, ale mimo sklepowego ich pochodzenia potrawa się udała. Jak widać na zdjęciu w miękkiej białkowej otoczce czają się pyszne żółtka. - Do wrzącej wody dodałem troszkę octu winnego i bez kompleksów wbiłem do niej surowe jajka. Po 3 minutach z kotłującego się wrzątku wyjąłem czerpakiem białą masę i położyłem na talerzu. Trochę posoliłem i fajny obiad gotowy.
środa, 11 lipca 2012
Powrót piąty
Wczoraj wróciłem po raz piaty ze szpitala. Tym razem z oddziału nefrologii, gdzie znalazłem się z powodu pooperacyjnego odwodnienia i niewydolności nerek (musiałem sam w nocy dzwonić po pogotowie i zataić początkowo fakt operacji, bo odmawiano normalnej pomocy). Mierzone w karetce ciśnienie wynosiło u mnie 70/20 (!!), podczas gdy normalnie mam na co dzień 160/110 (nadciśnienie). Dzisiaj odważyłem się pójść sam do sklepu, ponieważ Ayano odjechała pociągiem o 5:32. Ugotowałem sobie nawet obiad w postaci ziemniaczków, marchewki w sosiku i jajek w koszulkach. Zjadłem dwa śniadania. Mam nieustający apetyt, co mnie cieszy w porównaniu do niechęci do jedzenia zaraz po operacji, kiedy ważyłem nieco ponad 60 kg (straciłem ok. 20 kg). Teraz ważę ok. 70.
Witam więc wszystkich znajomych i czytelników mniej znajomych, jako facet już chodzący i myślący jako tako logicznie.
Witam więc wszystkich znajomych i czytelników mniej znajomych, jako facet już chodzący i myślący jako tako logicznie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
