Mój komputer był 2 dni w naprawie, poprawiło się jego działanie, ale zawsze po naprawie coś jest nie tak jak trzeba. Po włączeniu w domu, nie chciała działać nowa mysz. Dobrze, że miałem jeszcze w szufladzie starą, bo mogłem cokolwiek zdziałać. Po paru godzinach coś się obudziło, bo nowa mysz zaczęła funkcjonować. Druga irytująca mnie bardzo usterka, to zupełny brak reakcji komputera na aparat fotograficzny. Przez te 2 dni narobiłem sporo fajnych zdjęć, ale nie mogę ich ściągnąć na dysk. Dlatego w dzisiejszym poście jest tylko zdjęcie zrobione kamerką internetową. Są to torebki nasienne roślinki, której nasiona przywiozła Ayano. Posialiśmy je w ogródku, wydawało się że nic nie rośnie, aż dzisiaj przy jesiennych porządkach ogrodowych odkryłem mnóstwo tych zielonych "lampioników".
środa, 19 października 2011
Zawsze coś nie tak...
Mój komputer był 2 dni w naprawie, poprawiło się jego działanie, ale zawsze po naprawie coś jest nie tak jak trzeba. Po włączeniu w domu, nie chciała działać nowa mysz. Dobrze, że miałem jeszcze w szufladzie starą, bo mogłem cokolwiek zdziałać. Po paru godzinach coś się obudziło, bo nowa mysz zaczęła funkcjonować. Druga irytująca mnie bardzo usterka, to zupełny brak reakcji komputera na aparat fotograficzny. Przez te 2 dni narobiłem sporo fajnych zdjęć, ale nie mogę ich ściągnąć na dysk. Dlatego w dzisiejszym poście jest tylko zdjęcie zrobione kamerką internetową. Są to torebki nasienne roślinki, której nasiona przywiozła Ayano. Posialiśmy je w ogródku, wydawało się że nic nie rośnie, aż dzisiaj przy jesiennych porządkach ogrodowych odkryłem mnóstwo tych zielonych "lampioników".
niedziela, 16 października 2011
Pożytek z jednej główki
Kiedy szukałem pomysłu na obiad, wpadła mi do głowy myśl o gołąbkach. Wraz z zakupem główki kapusty zniknął problem wymyślania potraw na kolejne obiady. Przynajmniej częściowo, bo do półproduktów, które po gołąbkach zostały, też trzeba coś wykombinować. Pozostało sporo farszu, więc wymyśliłem że nafaszeruję nim paprykę. Była też pozostałość z główki kapusty, z której małe i pokręcone liście nie nadawały się na gołąbki. Odkroiłem ją w częściach od głąba i wrzuciłem do gara na gołąbki. Dusiło się to wszystko razem. Po dogotowaniu w osobnym garnku, wycisnąłem, posiekałem i usmażyłem z rumianą cebulką - mam kolejny farsz. Już mi chodzi po głowie omlet z tym farszem. A może naleśniki?
I tak z niewielkiej główki kapusty zrobiło się tyle pożytku. Trzeba coś z tego schować do zamrażarki, żeby się nie zmarnowało.
sobota, 15 października 2011
piątek, 14 października 2011
Tekst do "Roboty głównej"
Na przyrumienioną cebulę wrzuciłem zawartość opakowania mielonego mięsa wieprzowego (wieprzowo-wołowego w sklepie nie było) i smażyłem razem. Muszą jakieś konserwanty być w tym mięsie, bo nie chciało brązowieć przy smażeniu. Było dość zbitą masą, więc trzeba było je rozdrabniać widelcem. W tak zwanym międzyczasie w japońskim kociołku gotował się pęczak, a potem soczewica. Najpierw mięsny farsz wymieszałem z kaszą, potem dołożyłem soczewicę. Na końcu najfajniejszy wg mnie etap "produkcji" - zawijanie farszu w liście i układanie gołąbków w garnku. Trzeba to robić ciasno i na ułożonych na dnie gara kilku liściach kapusty. Wykorzystuje się do tego liście wybrakowane. Można między gołąbki włożyć kilka ćwiartek pomidora, lub dodać łyżeczkę koncentratu. Przed duszeniem należy gołąbki podlać wywarem bulionowym lub wodą.
Wybrałem wodę z odrobiną koncentratu. Tak czy inaczej, jutro zrobię do nich sos pomidorowy.
czwartek, 13 października 2011
Czynności wstępne
Eksperyment

Subskrybuj:
Posty (Atom)