poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Szkic



W związku z urodzinami ważnej dla mnie osoby chcę namalować dla niej obrazek. Dowiedziałem się właśnie, że lubi hortensje, więc wracając z zakupów urwałem jedną kwiatową kulę z krzewu w ogródku. W domu przyjrzałem się dokładnie budowie poszczególnych kwiatów i liści. Sporządziłem szkic i zobaczymy co dalej z tego wyjdzie.

niedziela, 7 sierpnia 2011

Miejsce dla leniwców

Dzisiaj jest ostatni dzień II edycji Festiwalu Spowalniania Czasu w Małym Rynku. W zeszłym roku hasłem przewodnim festiwalu była sentencja: "Leniwcem się nie jest, leniwcem się bywa", a głównym motywem imprezy była hiszpańska fiesta (przygotowano m.in. paellę na 100 osób). Obecnie organizatorzy zapraszają na "Tour de Fromage - czyli wokół sera". Na kiermaszu dostępne są sery bułgarskie, greckie, polskie i włoskie - krowie, kozie i owcze (m.in. Bul Eco, Magdalenka, oscypki Viola, bundz, bryndza). Stoiska oferują również wybór win i rozmaitych przysmaków z kuchni polskiej, ukraińskiej, włoskiej oraz izraelskiej. Można spróbować m.in. placków węgierskich langosz, bałkańskich przetworów warzywnych, podhalańskich wędlin i miodów. W ten sposób delektując się bez pospiechu można spowolnić bieg czasu. Oprócz tych wszystkich smakowitości jezt też strawa duchowa w postaci koncertów, a także warsztaty kaligraficzne (nauka pisania menu), pokazy przyrządzania potraw oraz zawody w jeździe na rowerach holenderskich.
Dobra wiadomość dla leniwców: kolejna odsłona spowalniania czasu już za miesiąc: 8 - 11 września.

[Z "Gazety Wyborczej - Kraków"]

sobota, 6 sierpnia 2011

Maleńkie "coś"




Oba sukulenty chowają się zdrowo, jednak moja dusza eksperymentatora nie śpi. Gdy parę tygodni temu zrobiliśmy sobie z Ayano małą wycieczkę do Wieliczki (ale nie do kopalni soli), kupiliśmy tam m.in. paczkę suszonych daktyli. Oczywiście po zjedzeniu dwóch pierwszych suszek odłożyłem pestki, a potem wsadziłem je do ziemi w pojemniku po margarynie i podlałem wodą. Przez ten cały czas nie myślałem o sadzonce, było paskudnie i zimno, kubełek stał sobie na parapecie. W ostatnich dniach zrobiło się ciepło i zacząłem zastanawiać się, czy nie wystawić tego na słońce. Wczoraj wieczorem wpadłem na pomysł, żeby umieścić "doniczkę" pod nocną lampką, a dzisiaj rano w tym miejscu, gdzie zagrzebałem dwie pestki, zauważyłem maleńkie zielone COŚ. Nie wiem, czy to nie jakiś przypadkowy chwaścik, ale podlałem to i trzymam znowu pod lampką, bo na zewnątrz jest co prawda 27 st. C, ale nie ma słońca. A nuż widelec wyrośnie mi jakaś palemka daktylowa?

piątek, 5 sierpnia 2011

Wyprawa po gazetę










Od miesiąca zmieniła się sytuacja w kwestii kupna "Gazety Wyborczej". Jak przedtem mogłem po nią pójść do sklepu czy kiosku nawet wieczorem, tak teraz czasem już o 9 rano już jej nie ma. Jedna z pań kioskarek twierdziła, że "gazeta poprawiła się, lepiej piszą, to i ludzie kupują i czytają", a ja pomyślałem, że spada popularność PiS-u w pisiarskiej okolicy, w sklepie zaś usłyszałem, że po prostu dociera mniejsza ilość egzemplarzy z powodu dużej ilości zwrotów. W każdym razie, żeby w "moje" dni - czwartki i piątki na pewno mieć "Gazetę", muszę wybrać się na drugą stronę kolejowych torów, niekoniecznie wcześnie rano i może być nazajutrz, bo pani z kiosku mi ją odłoży. To droga dość daleka, wiodąca najpierw długim, prostym i nudnym odcinkiem ulicy Gromadzkiej, w czasie upałów bez śladu cienia. Potem jest długi "legalny" tunel, a przy jego wlocie sterty starych płyt betonowych i sterty gruzu pozostałe z budowy nowej drogi, o której przedwczoraj pisałem. Leży to wszystko ponad rok, zarosło zielskiem i nikt z tym nic nie robi. Tak samo jak z opakowanymi w folię nowymi płytkami chodnikowymi na paletach, tyle że nimi interesują się złodzieje, bo ubywa ich z rozerwanych opakowań. Po drugiej stronie tunelu jest ulica Prokocimska o dwóch obliczach. Jest jezdnia z przyzwoitym chodnikiem, ale jest też druga jezdnia, dziurawa i z koślawym chodnikiem prowadzącym na dworzec i do kiosku, na którym można połamać nogi. Ponad rok temu ktoś naprawił kilkumetrowy odcinek tego chodnika, a po tej robocie na całej jego szerokości pozostała kupa piachu. I tak sobie leży drugi rok.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Dawka słońca dla ogródka







Po trzytygodniowej szarudze od wczoraj świeci słońce, jak na pełnię lata przystało. Kwiaty nabrały żywszych barw, hortensje i onętki cieszą oko. W ziemi mojego ogródka zawsze jest mnóstwo nasion onętka i od kilku lat w ogóle nie sieję tej rośliny - wyrasta samoistnie w każdym miejscu. Razem z Ayano w czerwcu usuwaliśmy małe onętki z sąsiedztwa bobu, pomidorów i piwonii, ile się dało tyle przesadzaliśmy na onętkową grządkę. To twardy zawodnik: nawet przewrócony na ziemię kwitnie nadal, jakby nic się nie stało. Za jakiś czas jego łodygi same zakręcą do góry, ku słońcu. Teraz to tu, to tam wyrastają samotne krzaczki i teraz zostawiam je w spokoju, bo niczemu już nie zagrażają. Poletko nasturcji zrobiło się bujne głównie w liściach i podobnie jak różowa hortensja wypycha się przez szpary w płocie na zewnątrz. Bluszcz rośnie, ale na razie nie chce przyczepić się do ściany budynku; znowu pomogłem mu kijaszkiem.

środa, 3 sierpnia 2011

Ozdoba Gromadzkiej






Już ponad rok funkcjonuje nowa dwupasmowa droga szybkiego ruchu w naszym Płaszowie, w miejsce starej i dziurawej ulicy Krzywda. Od listopada jeździ tramwaj (linie 20 i 11), chociaż miał być dopiero od kwietnia tego roku - cud nad Wisłą. Nawet nasza stara ulica Gromadzka wygląda przyzwoicie, ale przy samym pięknym jej skrzyżowaniu z nową trasą tkwi uparcie antyczna ozdoba. Wszystkie inne podobne ruiny w związku z budową drogi zostały wyburzone, tylko ta jedna z niewiadomych przyczyn, niczym chroniony zabytek stoi sobie niewzruszenie i murszeje, sypie się z miesiąca na miesiąc. Nie jest w żaden sposób zabezpieczona, tylko czekać, aż zawali się na jakieś buszujące tam dzieciaki. Nawet smakosze tanich win obawiają się tam degustować trunki.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Pomidorowa klęska














Trochę zły jestem na siebie, że rano uległem impulsowi i ze złością strząsnąłem i rozdeptałem dwa ślimaki z pomidora, na którym siedziały i nim się obżerały - przepadło fajne zdjęcie. Te bezskorupowe ślimaki, to obecnie plaga krakowskich i podkrakowskich ogrodów. W przeciwieństwie do niezbyt szkodliwych winniczków i innych muszlowców, te "nagusy" zżerają wszystkie warzywa, a nawet liście warzyw. Ich ofiarą padają oczywiście moje pomidory, ale drugą przyczyną klęski pomidorowej w moim ogródku jest niekończąca się deszczowa i zimna aura. Pomidory i bez ślimaków gniją już na krzaku, zanim zdążą dojrzeć; obraz nędzy i rozpaczy. Nawet gdy widzę nowe zieloniutkie pomidorki, wiem że nic z nich nie będzie.
Dobrze się mają tylko hortensje i onętki. Różowa hortensja zaczyna mieć niebieskawe odcienie i pcha się z kwiatami przez płot na zewnątrz, a biała z kolei ma tendencje różowawe. Na jednym z kwiatów onętka pomimo marnej pogody usiadł trzmiel; zdążyłem go uchwycić w fazie odlotu.
Ayano już dawno posiała pod płotem powój japoński, ale dopiero teraz zaczyna rosnąć i okręcać się wokół sztachety.