poniedziałek, 23 listopada 2009

Pyszności (Oishiiiiii!)










Nie miałem specjalnego pomysłu na obiad, więc wymyśliłem nieskomplikowaną potrawę dwuczęściową: ziemniaki i pieczarki (ok 15 dkg) z jajkami. Podczas gdy gotowały się ziemniaki, wypłukałem i pokroiłem pieczarki, a następnie przyrumieniłem na margarynie posiekaną cebulę. Na tą rozgrzaną patelnię wrzuciłem pieczarki, przy czym trzeba było jeszcze dodać margarynę i mieszać. Posoliłem dopiero, gdy grzyby były już rumiane, żeby nie puściły od razu soku. Na to wbiłem dwa jajka i też je posoliłem. Można też dodać trochę pieprzu. Z ziemniaczkami było to tak pyszne, że dwa razy dokupowałem pieczarki, żeby powtórzyć tą rozkosz dla podniebienia. Właśnie dzisiaj zjem trzeci taki obiad.

niedziela, 22 listopada 2009

Żubry z Teremisek

Pisałem już o tych zwierzakach, ale Adam Wajrak znowu porusza ten temat, a ja nie mogłem się oprzeć urokowi zdjęcia żubrów o jesiennym poranku, po nocy z przymrozkiem, o czym świadczy szron na trawie. Na świecie żyje jeszcze około 3000 żubrów, a w Polsce (z czego jestem dumny) około tysiąca. W Puszczy Białowieskiej, gdzie leżą Teremiski i gdzie mieszka Wajrak, przebywa stado 436 osobników. Nie są to bizony, więc nie jest to jednolite stado, lecz podzielone na rodzinne, samcze lub młodzieżowe grupki. Na łąkach w okolicy Teremisek w jesieni ubiegłego roku pasło się 13 żubrów, tej zimy Adam z sąsiadem zakładają się o to, czy będzie ich 20, czy 30.

sobota, 21 listopada 2009

Foki w Bałtyku

Z badań firmy Millward Brown SMG/KRC dla ekologicznej organizacji WWF Polska wynika, że ponad połowa Polaków nie wie o tym że w Bałtyku żyją foki. W środę zaczęła się akcja "Pomóż foce wrócić do domu". Jej zamierzeniem jest, żeby po kilkudziesięcioletniej przerwie foki szare czuły się bezpiecznie nad polskim morzem i nie bały się rodzić małych. Wspomniane badania wykazały też ogólną niewiedzę na temat zachowania ludzi w przypadku spotkania foki na plaży. Ponad 30 procent uważa, że należy fokę polewać wodą, żeby nie zginęła jak wieloryb. Co czwarty ankietowany starałby się zagonić ją do wody, żeby sprawdzić czy nie jest chora. Co trzeci zbliżałby się do niej, żeby zrobić jej zdjęcie. Nie zdają sobie sprawy, że foka może ugryźć lub czymś zarazić.
Obecnie na polskim wybrzeżu foki szare są rzadkością, wolą rozmnażać się np. w Estonii. Jednak liczba fok szarych w Bałtyku rośnie i w październiku zaobserwowano kilkanaście sztuk u ujścia Wisły na tzw. mewiej łasze.
Na zdjęciu dwie z dziesięciu fok wypuszczonych do morza w 2005 r. przez pracowników fokarium na Półwyspie Helskim.

piątek, 20 listopada 2009

Salomonowy wyrok

Od 2 lat toczyła się sądowa sprawa pani doktor Ilony Rosek-Koniecznej, oskarżonej o wypisywanie bezpłatnych recept dla inwalidów wojennych osobom nieuprawnionym i uszczuplenie przez to skarbu państwa na kwotę ponad 300 tys. złotych. Media z miejsca nazwały ją "Janosikową"* bądź "Judymową"*. Kierowała się ona jednak wyłącznie chęcią pomocy schorowanym ludziom, często bezdomnym, biednym i bezradnym, których nie stać było na drogie leki ratujące im życie. Sprawa bardzo trudna, bo z jednej strony rzeczywiście było naruszenie prawa, z drugiej stała kwestia sumienia lekarki czującej się zobowiązanej do pomocy najbiedniejszym. Ciekawy byłem, czy znowu zniszczą dobrego człowieka, czy też jakoś sąd poradzi sobie z tym problemem. I oto wczoraj okazało się, że pani sędzia wydała salomonowy wyrok, czyli uznała doktor "Janosikową" za winną zarzucanych czynów, czyli poświadczenie nieprawdy w dokumentach i uszczuplenie skarbu państwa na kwotę ponad 100 tys. (a nie 300 tys) zł., ale umorzyła jednocześnie sprawę z powodu niskiej szkodliwości społecznej czynu. Pacjenci, którym uratowała życie, płakali na sali sądowej z radości. Takie mądre decyzje też na szczęście się u nas zdarzają.

* Janosik - legendarny rozbójnik z Podhala, który zabierał bogatym, a rozdawał biednym.
* Dr Judym - lekarz z powieści Stefana Żeromskiego, który leczył bezinteresownie najuboższych.

czwartek, 19 listopada 2009

Po przecenie promocja

Obecnie często słyszy się słowo "promocja". Czasem mówi się np. że jakiś polityk potrafi się wypromować i uwielbia być w mediach. ale najczęściej chodzi o obniżkę cen rozmaitych towarów lub usług. Prawidłowo powinna to być niższa cena przy wprowadzaniu czegoś na rynek, ale z reguły chodzi o obniżenie cen zalegającego sklepowe półki towaru. Słowo "promocja" pojawiło się w nowej polskiej rzeczywistości, a w PRL była to po prostu "przecena towaru" . Promocja brzmi bardziej elegancko, natomiast przecena kojarzyła się nam zawsze z czymś wybrakowanym, z naderwaną zelówką buta (tylko pan przyklei i bucik jak nowy), lub z ciastkami nadgryzionymi przez ząb czasu lub myszy. Kiedyś na jakichś imieninach niefortunnie zażartowałem, że "te ciasteczka chyba z przeceny", czym zasłużyłem sobie na półroczną obrazę gospodyni przyjęcia. Bo w PRL przecena towaru oznaczała tylko jakąś wadę lub po prostu paskudny wygląd. Teraz w promocji można nabyć tanio bardzo atrakcyjny towar. Nadchodzi koniec roku, a z nim wielkie promocyjne akcje firm i supermarketów, powodujące szturm na sklepy wcale nie ubogich klientów.

środa, 18 listopada 2009

Odkurzona autorka


Tak to już u mnie jest, że gdy np. natrafiam w książce albo gazecie na jakiś temat lub konkretne słowo, to w telewizorze lub radiu akurat równocześnie pada dokładnie to słowo, lub mówi się właśnie o tym temacie. Tym razem analogiczna sprawa ma poślizg kilkudniowy. Parę dni temu pisałem o Wandzie Chotomskiej i jej "Jacku i Agatce". Właśnie widzę teraz na ekranie telewizora parę tych dziecięcych bohaterów dobranocek z czasów komuny. Do dzisiaj nie wiedziałem, czy pani Wanda jeszcze żyje, a tu raptem po latach zapomnienia pokazują ją w telewizji zaraz po tym, gdy ja odgrzebałem ją w swoich wspomnieniach. Teraz dowiaduję się, że nadal pisze dla dzieci, odwiedza szkoły i promuje swoje książki. Jest to miła starsza pani o młodym wyglądzie i sądząc po timbre głosu, jednak to nie ona użyczała tego głosu skrzeczącym pacynkom.

poniedziałek, 16 listopada 2009

"Nasze" wyspy

Odkąd Polacy zaczęli wyjeżdżać do Wielkiej Brytanii, a w szczytowym okresie mieszkało ich tam i pracowało ponoć około miliona, w środkach masowego przekazu zaczęto używać innej nazwy. Zauważyłem, że często nie pisze się, czy mówi Wielka Brytania lub Anglia, lecz po prostu Wyspy. Na Wyspach Polacy robią to czy tamto, na Wyspach premier powiedział owamto. Zupełnie jakby to była część naszego kraju, nasze wyspy. Ha, ha.